Photo 18.04.2012 11 18 47

raport o stanie

Beżowe Manu znalazło zakochaną właścicielkę! Wyjechało z Londynu razem z Ewą i w ten sposób nie tylko zyskałam satysfakcję ze zrobienia czegoś, co się komuś rzeczywiście spodobało, ale i pozbyłam się kłopotu związanego z transportem niemałej ilości wełny do Polski w przyszłym miesiącu.

Tymczasem, skoro już byłam w Krakowie, dałam się skusić e-dziewiarce i wzbogaciłam podręczną walizkę o zapas bawełny i innych włókien. Dziewięć motków Mariny na letnią, lekką sukienkę w marynarskich klimatach, dwa granatowe moteczki Baby Alpaki na coś na szyję (odżywa we mnie ochota na estońsko-szetlandzkie klimaty, może podziergam jakieś koronki niebawem) i trochę bawełny, jedwabiu i merynosa z Atelier Zitron na konkurs (i dlatego o tym projekcie nie będzie już ani słowa, shh).

Sukienkę zaczynałam dwa razy i chyba trzeba będzie zacząć po raz trzeci. Najpierw była po prostu swetrem, robionym raglanem od góry w nieregularne paski. Dojechałam już do talii, przymierzyłam i… dotarło do mnie, jak bardzo nie taki dekolt miałam przed oczami, kiedy się za nią zabierałam. Pomysł na to, żeby to jednak była sukienka, najlepiej jak bardziej rozkloszowana przyszedł mi z kolei do głowy też w połowie roboty, kiedy wiedziałam już, że dekolt jest do prucia. A jak zaczęłam kombinować ze spódnicą, to miałam nagle tak kosmiczną ilość oczek na drutach, że straciłam całe serce do robótki. Sprułam. Pomyślałam, że będzie szybciej, jeśli będę robić podwójną nitką, więc przewinęłam wszystkie motki i zaczęłam tym razem od spódnicy. Ale też cholerstwo idzie tak wolno, że nie wiem, czy zdzierżę psychicznie, zwłaszcza, że nie jestem taka pewna rezultatu moich kombinacji (i nie ma nawet co pokazywać, taka nędza póki co) Natknęłam się za to ostatnio gdzieś w sieci na domino knitting i spróbuję coś zaimprowizować tą metodą. A nuż coś mi z tego wyjdzie – a przynajmniej nie są to nudne jak flaki z olejem identyczne, niekończące się okrążenia gładkim prawym…

Żeby nie było, że nie mam nic do pokazania: jeszcze w marcu, znudzona pisaniem prac zaliczeniowych i w ogóle w dużej potrzebie będąc przerobienia motków, które ze sobą przywiozłam, zrobiłam sobie pasiasty szalik. Wzór to znane pewnie wszystkim Different Lines, młodsze rodzeństwo Stripe Study Shawl Veery Välimäki. Modyfikacja: robiłam prawym gładkim, bo nie przepadam za ściegiem francuskim. Efekt: koszmarne zawijanie się brzegów. Wykończyłam więc oczkami rakowymi, co trochę poprawiło sytuację, ale bez szału. No ale to tylko szalik :-).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s