czerwone1

Pończochy (prawie)

Przełamałam się. Nie dość, że zrobiłam porządek w koszu z włóczką i w drutach (porozkręcałam żyłki i poukładałam druty w kolejności, yay me!), to jeszcze ze zdziwieniem odkryłam, że choć nie znoszę robót na pięciu drutach, w jakiś sposób dorobiłam się pięciu pończoszniczych kompletów. I to nie odziedziczyłam ich po mamie. Taa.

Resztki + pięciodrucie = skarpety Resztek mam ilości zupełnie przekraczające ludzkie pojęcie. Obawiam się, że jak już przerobię na skarpety to, czego ilość wystarcza na parę, będę musiała zająć się dzierganą biżuterią, choć za nią nie przepadam… Ale serce mi się kraje, jak cokolwiek wyrzucam, cóż poradzę? To nie do końca tak, jak pisałam na FB. To nie była moja pierwsza pięta jako taka. Ale pierwsza pięta w pierwszej skończonej skarpecie! Sprułam to. Zmieniłam wzór, zmieniłam druty. Włączyłam pierwszy sezon Plotkary. I pyk, gotowe. Proszę Państwa, dwie! Postanowiłam zignorować próbkę i oczywiście wyszły minimalnie za duże. Ale i tak jestem z siebie dumna, jak nie wiem co! Więc skoro już udowodniłam sobie, że czasem potrafię skończyć coś, co zaczęłam, choćbym miała robić dwa razy to samo, to boskiego wzoru z VK nie odpuściłam. Zainwestowałam w Australa w modnym odcieniu szarości i wyciągnęłam trójki. Dłubałam, dłubałam, aż mi się Plotkara skończyła. Oto, czego się dorobiłam: Na wyższe brakłoby mi włóczki – w końcu chodzi o przerabianie resztek, a nie wieczne zakupy… Szkoda tylko, że dorobiłam się też odcisku na serdecznym palcu, nieprzyzwyczajonym do angażowania się w dzierganie. Więc druga trochę poczeka. Aż odkryję coś równie odmóżdżającego, jak Plotkara. Sugestie? No i poczekała. Do dzisiaj czeka. Tekst napisany w lutym, dzisiaj dopiero doczekał się fot (haha), a drugiej półpończochy dalej brak! No ale i sezon na ciepłe skarpety się powoli kończy. Tymczasem dostałam ostatnio w prezencie taką oto pozycję: Znacie? Znaaacie. Toż to klasyka :). Vintage, vintage, czyli w zgodzie z obowiązującą modą – a że ja pałam już od dawna miłością niezmierzoną do wszelkich stitchionaries, to już sobie roję, do czego te proste a urocze wzorki wykorzystam. Jak już wyjdę z czarnej dziury braku czasu na cokolwiek prócz archiwalnych wpisów, oczywiście. A podobno islandzka wełna coraz bliżej, coraz bliżej… Apetyt roście!

6 thoughts on “Pończochy (prawie)

  1. Hihi. A ja we wcześniejszej redakcji tekstu napisałam, że będę poszukiwać fotografa, jak już obie półpończochy skończę, żeby nie było takiej siary :D

  2. Ja całą zimę marzyłam o takich grubaśnych, dzierganych skarpetach. Marzenia nasiliły się po tym, jak rozleciały mi się jedne z zimowych butów i musiałam zacząć chodzić w lutym w trampkach.

    Pończocha cud miód, mam nadzieję, że los obdaruje Cię czasem na zrobienie drugiej do pary :)

  3. Inuś, darling, mam wśród zapasów drutów pończoszniczych też takie o rozmiarze 6.5, na grubaśne skarpety, które można nosić nawet zamiast trampek – idealne! Na przyszłą zimę Ci zrobię :*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s