Kawa z mlekiem

Tekst napisałam 17 lutego, to ze zdjęciami miałam problem. Ale zebrałam się w sobie i, spóźnione potężnie, ale są :-) Czasu ostatnio na nowe projekty specjalnie nie mam, ot jeden niespecjalnie interesujący komin (stąd też posucha blogowa), ale samo niby-zimowe swetrzysko bardzo się wczoraj przydało, jak zaskoczył śnieg, a ja w wiosennym płaszczyku bez podszewki :).

Kto z was jeszcze tak ma, że im bliżej egzaminu, tym więcej i bardziej nerwowo dzierga?

Przedstawiam powód mojego tegomiesięcznego bankructwa.

Być może na pierwszy rzut oka tego nie widać, ale ten sweter to młodsze rodzeństwo pokazywanego ostatnio niebieskiego z szalowym. Konstrukcja? Identyczna. Zmiany? Nieznaczne.  Druty numer 6 i siedem motków Peru Katii w kolorach Light Tan i Medium Brown.

Zaczęłam od góry i improwizowałam: tym razem chciałam dodać swetrowi trochę struktury, stąd skomplikowany ażur na plecach, który znudził mi się w okolicach pach, stąd przejście na warkocze ;) Jak teraz na nie patrzę, to myślę, że mogłam poszaleć trochę bardziej… Powstrzymała mnie myśl o ew. niedoborze włóczki. A wiem, że w Kłębuszku wykupiłam cały zapas, hehe.

W kołnierzu chciałam, zainspirowana przez Rossie, rzucić jakimś ażurkiem. Nie chciało mi się niczego szukać, więc zaimprowizowałam zwykłe eyelets. Oczywiście po skończeniu, mimo trzech rządków ściegu francuskiego na brzegu, kołnierz zaczął się zwijać – co tym razem, przy włóczce tego kalibru, nie wyglądało ok. Ale wykańczanie oczkami rakowymi nigdy mnie nie kręciło… Więc dorobiłam na brzegu plisę – narzuciłam trzy oczka na druty, przerabiałam 2 na prawo, nabierałam oczko z brzegu kołnierza i przerabiałam te dwa razem. A w lewym rządku wszystko na lewo, przy czym ostatnie oczko pbf. I wtedy w kolejnym prawym rządku pierwsze dwa (przed chwilą dodane) oczka przerabiałam razem na prawo. Tak mniej więcej to wyglądało – teraz kołnierz już się nie zwija. Dodałam haftkę pod biustem i już w ogóle jestem kontenta :)))

Rękawy, robione tak samo, jak przy niebieskim, wyszły mi trochę za wąskie, kiedy je zszyłam. Na samą myśl o pruciu całych rękawów robi mi się oczywiście słabo, więc uciekłam się do małego wybiegu… Zamiast zszywać je po bożemu, narzuciłam trzy oczka i przerabiałam plisę opisaną wyżej, tylko zamiast pfb na końcu rządku lewego, dobierałam po prostu oczko z drugiej strony „zszywanego” rękawa i przerabiałam razem. Efekt na zdjęciu. Czysta improwizacja :)))

Sama włóczka okazuje się być dla mnie idealna – jak zwykle, niecierpliwie, za wcześnie zamknęłam pachy i rękawy wyszły nie tylko za wąskie, ale i za krótkie (hehe, majstersztyk, nie?). A po praniu (takich ciężkich swetrów nie chce mi się nigdy specjalnie blokować) wszystko powyciągało się dokładnie o tyle, o ile chciałam. Mogłaby tylko gryźć troszkę mniej…

W następnym odcinku: skarpetki! Jedna para prawie za duża, druga prawie za mała. Więc chyba powinnam zaplanować też jakiś risercz na temat robienia próbek ;).

2 thoughts on “Kawa z mlekiem

  1. O rany, zdjęcia na „moim” łóżku, aż się wzruszyłam ^^’ Jeśli mój ekran nie kłamie i to naprawdę jest taki miły, ciepły odcień ecru, to masz wielkie +1 za kolor.

    Zrobiłaś skarpetki? W sensie takie do pary, a nie tylko pojedynczy egzemplarz? Czy to nie jest przypadkiem jakiś przełom w Twojej niemożności skarpetkowej?

  2. To jest bardziej ten odcień na dwóch ostatnich fotkach, taki właśnie jak kawa rozpuszczalna z mlekiem :)

    Kochana, no usiadłam i zrobiłam. Dwie, pyk pyk. Cierpliwości, będą niebawem :>.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s