pyk, pyk, pyk

Przyszła jesień, a wiecie, co to oznacza?
To czas szybkich projektów, jedno-dwumotkowych, siadam, robię, instant gratification! Zwykle takich drobiazgów nawet nie pokazuję. Ale może pora to zmienić :).

Może niektórzy kojarzą, że zaraz po zdanym egzaminie z antyku, w ramach nagrody kupiłam sobie piękny motek jedwabiu Jaipur Fino (chwaliłam się tym zakupem na facebooku).Moteczek przewinęłam ostrożnie na malutki kłębuszek i zaczęłam kombinować, co by tu… Pierwszy koncept – one-skein top – nawet zrealizowałam. Nawet mi troszkę nitki zostało! Nawet ubrałam na imprezę pożegnalną hucianego mieszkania. Ale wróciłam do domu, bluzce się przyjrzałam, zdążyłam ją już pozaciągać (uroki luźnego splotu), doszłam do wniosku, że za krótka, że w biuście nie taka i w ogóle porażka. Nawet zdjęć nie zrobiłam, tylko sprułam.
I z tej nieudanej bluzki w sierpniu – na dzień przed offem – powstało to:

Uroczy wzór Little Shells autorstwa Holly Griffin-Weidner fajnie gra z kolorem jedwabiu. Musiałam jeszcze ostatnio poprawiać wykończenie, bo było zbyt mało elastyczne, żeby można było ją zblokować (inna sprawa, że słabo mi to blokowanie wyszło, tj. krótko trzyma. Tak, wiem, że jedwab rozpina się na sucho i dopiero potem, już rozpięty, moczy). Taki rodzaj „szalika” po angielsku nazywają shawlette, nie wiem, czy jest polski odpowiednik tego słówka (chętnie rozpowszechnię, jeśli ktoś ukuje). To taka mała trójkątna chusta, o rozmiarach pozwalających owinąć ją raz wokół szyi i już. W lecie przyjemnie chłodzi, jesienią grzeje (ach, ten jedwab). Z tym czerwonym maleństwem najchętniej bym się nie rozstawała!

Zaś z dorwanego na wyprzedaży w Kłębuszku Mexico Katii w dwa poranki szybciutko powstała inna odmiana shawlette:

Z grubszej wełny, wygląda solidniej, mieści się akurat w dekolcie żakietu i świetnie się sprawdza przy takiej pogodzie, jaką mamy ostatnio.

Poza tym zabrałam się faktycznie za getry – powstaje jedna zamówiona natychmiast po opublikowaniu poprzedniego wpisu para, w kolejce czekają następne. Sezon! Szkoda tylko, że przy getrach też dopada mnie syndrom „zrobiłam jedną i żadną siłą nie zmusicie mnie do zrobienia drugiej”, znany z pracy przy rękawach, skarpetach i rękawiczkach.

Z uroczych małych projektów ( = nie swetrów), widzieliście, jakie cudo zrobiła Ewa?

Zaś jeśli o mnie chodzi… Cóż. Choć chodzą za mną islandzkie swetry, zanim wywalę dużo pieniędzy na włóczkę do nich, powinnam się nauczyć colorworka na czymś mniejszym. Jak się nauczę, to się pochwalę, ale póki co budżet włóczkowy z tego miesiąca wpakowałam w to…

Co to oznacza? Nadchodzi następca sreberka! <3.

Na koniec zaś: moi drodzy, jest mi niezmiernie przyjemnie, że uzbierało się dziesięć osób chętnych do udziału w rozdawajce! Ponieważ zaś każdy pewnie chciałby dostać coś innego (chyba, że wszyscy kochacie Cthulhu!), to najpierw zrobię losowanie, a potem ustalę, jaki będzie prezent, hm? O tym będzie notka następna, tymczasem jeśli ktoś jeszcze ma ochotę się przyłączyć, zapraszam tutaj!

2 thoughts on “pyk, pyk, pyk

  1. Hah, dokładnie takie słowo wymyśliłam, mamy z Ewą pół musku na spółkę! Szaletki Twoje śliczne są, Aldono.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s