środek lata

Zawsze, kiedy przychodzi rocznica ślubu moich rodziców, myślę sobie: o, to środek lata właśnie mija. 22 lipca to ładna data. Ale brać ślub w taki upał, brr!

No więc jest już po sesji. Obrona była 13 lipca, ostatni egzamin – wstępny na studia drugiego stopnia – miałam w poniedziałek, jutro będzie lista rankingowa, więc po załatwieniu ostatnich papierkowych formalności na początku przyszłego tygodnia będę mogła wreszcie odetchnąć i zapomnieć o uczelni na dwa miesiące. A że przez ostatnie dwa miesiące nie robiłam prawie nic prócz zakuwania różnych rzeczy i stresowania się tymi egzaminami, do których nie da się przygotować, taki odpoczynek jest szczególnie wyczekiwany :).

W przerwach między weekendowymi wypadami i koncertami, na które się wybieram, poniekąd w ramach przygotowywania się do drugiego kierunku, zamierzam przyswoić sobie duże ilości filmów i seriali. A kto mnie zna, ten wie, że to wiąże się z wieloma godzinami spędzonymi z drutami w ręku! Zaś ponieważ czas ten jeszcze się nie rozpoczął, nie mam wam niestety dziś wiele do pokazania; podzielę się za to planami.

Pracuję dalej nad zaczętym u zarania sesji Winter Wonderland. Zostały mi jeszcze oba przody, lewy już zaczęłam, ale idzie powoli; trochę nie mam już cierpliwości do skomplikowanego choinkowo-warkoczowego wzoru, który poza tymi przodami powtarza się jeszcze w dużej ilości na plecach, na rękawach i oczywiście w klinach spódnicy. Pocieszam się, że kiedy dobrnę do gładkiej części, pójdzie dwa razy szybciej, ale nie zmienia to faktu, że takie bardzo duże projekty są nużące.

Poza tym pomyliłam się w części warkoczowej na plecach; źle przeczytałam chart i nie przyszło mi do głowy skonfrontować go ze zdjęciem. No nic, takie błędy to „wkład własny” w wykonywany wzór ;) No i kto nie widział oryginału, ten pewnie się nie domyśli, co tu jest nie tak.

Chcę go już bardzo skończyć, więc najbliższe dni pewnie upłyną mi pod znakiem śliwki. Swoją drogą, nie polecam włóczki, z której go robię (Merino De Luxe YarnArtu); pół na pół merynos i akryl, już wygląda jak coś, co będzie się mechacić. Może się mylę – czas pokaże – ale jestem sceptyczna. Poza tym uprzedzam, że choć należę do dziergających dość luźno i zawsze na większych drutach, dzianina z tej włóczki wychodzi dość sztywna, co nie każdemu musi odpowiadać. W tym projekcie to akurat działa, bo to płaszczyk, więc musi być dość zbity. Zobaczymy, jak się będzie nosić. I czy to w ogóle mój rozmiar, hehe.

Chusta Tulika jest następna w kolejce. Od ostatniego pokazania przybyło jej ledwo kilka rządków, więc nie ma co robić zdjęć… Praca na cienkiej nitce będzie miłą odmianą po Merino DK.

A będzie też nad czym pracować, bo wygląda na to, że zrobię kolejne podejście do Kingdom – turkusowych rękawiczek, które nietknięte (w liczbie niecałej jednej) leżą w pudle z niedokończonymi projektami. Robiłam je na starych, okrutnie śliskich drutach mojej mamy; oczka spadały jak kasztany na jesień, więc zmęczyłam tylko jeden palec i rzuciłam w kąt. Ale jako że wzbudziły żywe zainteresowanie aż dwóch pań, wartałoby do nich powrócić…

Poza tym z braku odpowiedniego wzoru na Ravelry, wygląda na to, że chustę i szalik do kompletu będę musiała zaprojektować sama. Ale to w sierpniu. Ostatnie tygodnie wymagały ode mnie aż za dużo kreatywności nie aż tak odmiennego rodzaju (jeśli zaglądają tu edytorzy z UJ: gdyby kiedykolwiek przyszło wam do głowy odkładać prace zaliczeniowe z komputerowego przygotowania publikacji do końca semestru, porzućcie tę myśl bezbożną jako żywo!).

Pamiętacie też na pewno buraczkowe podejście do widowiskowych podkolanówek z Vogue Knitting. Sprute. Będzie zaczęte raz jeszcze z cieńszej nici. Z tej, z której zaczynałam Summit Shawl, który mnie ZNUŻYŁ przeokropnie i też jest już spruty. Ja się chyba nie nadaję do takich monotonnych wzorów, jak by nie zachwycały po ukończeniu. Będę musiała czymś wzmocnić piętę, myślałam o bawełnie – tylko po nią pójdę do oldskulowej pasmanterii, żeby dobrać odcień.

A, i w ramach nagrody po ładnie zdanym egzaminie z antyku kupiłam sobie moteczek jedwabiu. Zrobiłam z niego bluzkę. Ubrałam ją raz (i w bliżej nieokreślonych okolicznościach udało mi się ją też zaciągnąć). Spojrzałam krytycznie. Chyba pójdzie do sprucia, dokupię drugi motek i zrobię coś porządniejszego.

Wygląda na to, że sporo będzie się w te wakacje działo.
A już za miesiąc blogorocznica. Może by tak jakąś rozdawajkę z tej okazji… Ktoś by się pisał? Ujawniać się w komentarzach ;)

4 thoughts on “środek lata

  1. mój brat ślub brał, w zeszłą sobotę :D i mimo upału było rewelacyjnie. a ja podziwiam i tak, ze masz chęć do drutowania w taką pogodę, mój zaczęty szal został w Poznaniu choć w sumie niby mam czas. i również się ujawniam, żeby nie było :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s