W zasadzie to nic się nie dzieje

Nie wiem, ile razy jeszcze mam to sobie powtórzyć, żeby trafiło: nie pokazuje się zaczętych robótek w sieci, bo potem szlag je trafia!

Skarpetki do ręki nie wzięłam od czasu zrobienia fotki (choć pamiętam na szczęście, że jestem w połowie 25 okrążenia), fioletowy sweter zarzuciłam, bo chyba nie będzie się dobrze układał (choć mogę jeszcze zmienić zdanie), z tego samego Angela zaczęłam inny sweterek, zrobiłam plecy i też odłożyłam. Potem zaczęłam dwa estońskie szale z moheru i też leżą, nie mam do nich serca. Dopiero chusta z turkusowej Alpaci (tej samej, co w poprzednim wpisie) dla Tulika idzie jakoś sensowniej, ale jej nie pokażę, póki nie skończę! Jestem na szczęście już w połowie.

Więc nabrałam jakiegoś wstrętu do drutów. Wykorzystałam to na pisanie licencjatu, na dniach go oddam, daj Boże. Ale nie mogąc już wytrzymać poziomu „tekstów naukowych”, jakie do niego czytam (wiedzieliście, że książka interaktywna to książka „tworzona przez wielu autorów”? taa), postanowiłam coś ze sobą zrobić i wyciągnęłam kupione chyba ze trzy lata temu czółenko do frywolitki.

W dzisiejszych czasach wszystkiego można się nauczyć z sieci. Co prawda akurat w przypadku frywolitki trzeba posklejać kilka różnych tutoriali do kupy, nie zaszkodzi też pogooglać „tatting” i obejrzeć parę animacji i filmików na YT. Najtrudniej było znaleźć informację, jak zakończyć okrążenie – więc po prostu je zszywam, choć nie wiem, czy to zgodne ze sztuką… Tego pierwszego koślawca robiłam długo, bo plątały mi się nitki, trochę ich przy tej technice jest! Poza tym udało mi się zapomnieć o przyłączeniu ostatniego kółeczka do pierwszego i zaciągnąć je bez korekty tego błędu – przestraszyłam się, że już po robótce, ucięłam nitkę, potem przyłączałam „na dziko”, potem okazało się, że końcówki ucięłam za krótkie i ciężko je wrobić… Także fakt, że to małe kółeczko nie wylądowało w koszu razem z czółenkiem to takie moje małe zwycięstwo.

No ale na jednym się oczywiście poprzestać nie da :)

Drugie poszło o niebo sprawniej, choć robiłam je według wzoru, który musiałam zmodyfikować (lol). Zakładał 12 kółeczek, a mieściło się naprawdę tylko 10, więc gdy zaczęłam kolejne okrążenie, robótka zaczęła mi się „garnkować”. Odcięłam. Jeszcze nie udało mi się zrobić takiego drugiego okrążenia, żeby wszystko było w porządku. Ale opanuję i tego skilla :).

2 thoughts on “W zasadzie to nic się nie dzieje

  1. Ja z drutami czekam na chłodne dni, teraz nic mnie nie mobilizuje i zabrałam się za scrapbooking ;) Oczywiście licencjat powinnam była oddać tydzień temu, ale nadal się pisze, drań.

  2. A widzisz, ja wolałabym teraz mieć więcej serca do swetrów, to nie musiałabym się z nimi spieszyć – jak się coś zacznie dziergać w zimie, to potem zanim się skończy, to już jest ciepło :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s