Kontynuując festiwal małych form

Na wyrzut sumienia najlepsze są małe projekty. Zaczęło się od broszek.

Potem przyszedł czas na wdzianko kubkowi. Docelowo miało pasować na standardowy kubek UKD, ale że ja w robieniu próbek jestem marna, a merynos się w praniu nie zbiega, pasuje idealnie na kubeczek 0.6l ;)

Zużyłam troszkę Merino Inter-foksu, które mi zostało po prezencie dla Ady, cierpię na brak guziczka – stąd zamiast niego pozuje przypinka, a drutów użyłam 4.0. Pończoszniczych. Wzór oczywiście z Ravelry :) Trwało to dzierganko jedno popołudnie.

A kiedy już pojechałam do Oświęcimia, oczywiście nie mogłam tak nic na druty nie wziąć, więc się zabrałam za próbowanie tego oto cuda. Miałam ze sobą jasną Lunę, więc po dwóch wieczorach mogłam się cieszyć taką oto chmurką, bladą mgiełką:

Cierpię bardzo na brak umiejętności uchwycenia na zdjęciu delikatności tego urokliwego kawałka dzianiny. Wiecie, że to nic nie waży? Można całkiem zapomnieć, że się to ma na sobie. Kiedy będę powtarzać ten projekt (a będę, bo już szara mgiełka jest zamówiona ;)), odejmę na szerokość jeden motyw. I może druty zmienię na mniejsze (to było na 4.0).

Tak sobie można taki komin podwinąć, jak mocno zawiewa. Ale ja tam wolę, jak jest ładnie ułożony na szyi, dlatego muszę sobie zrobić węższy :))) Tu jest na Raverly.

W międzyczasie skończyłam też torebkę; tak, tę, którą zaczęłam we wrześniu. Trochę trwało najpierw pomalowanie drewnianych rączek (co zrobił dla mnie Tata), potem wykrojenie i wszycie podszewki, ale w końcu udało mi się okiełznać tę diabelską maszynę do szycia i z tych kawałków…

…powstała torebka, którą niektórzy już widzieli w mojej ręce na mieście :)

Jakiś czas temu postanowiłam uczynić podejście do sweterka, który dziergają absolutnie wszyscy – do Sów. Kupiłam w tym celu sporo ciemnozielonego merynosa (dokładnie Merino Soft Katii, taka nowość, że nawet na Raverly jej nie ma jeszcze, lol), czterdzieści żółtych koralików na sowie oczy i siadłam z moimi nowymi KnitPro do dziergania. Próbka wyszła w porządku, radośnie sobie te skrócone rządki i kfb w odpowiednich miejscach wprowadzałam (czy wspominałam już, że uwielbiam się uczyć nowych rzeczy?). Sweter był gotowy w sześć dni, założony na sucho pasował idealnie; zamoczyłam go w wodzie, wyciągnęłam z miski…

…rękawy sięgały mi do kostek. Oczywiście nie doczytałam, że wełna superwash wyciąga się masakrycznie w kontakcie z ciepłą wodą i tak naprawdę sweter był do sprucia. Z odzyskanej (lekko już zmechaconej, dodajmy) włóczki sprawiłam sobie w dwa wieczory czapkę z kominem. Tylko temu już zdjęć nie zrobiłam ;)

5 thoughts on “Kontynuując festiwal małych form

  1. spróbuj robić foty przy dziennym świetle, bez lampy – na zewnątrz, albo blisko okna – mgiełka powinna wyjść wtedy delikatniej :)

  2. o jaaaa, własnie zobaczyłam te sowyyyy – jakie boskie! zrobię je, zrobię!!! :D

  3. mam aparat tylko w domu, więc spróbuję jeszcze raz po sesji (brr)
    zrób sowy, zrób! są proste niesłychanie :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s