Przeszły miesiąc

Przeszły miesiąc obfitował w wydarzenia natury mocno różnej, a jego zwieńczeniem niech będzie fakt, że nadaję do was teraz korzystając z dobroci Iny, która zostawiła mi laptopa, żebym mogła pracować :) I pracuję, pracuję! Teraz tylko taka mała przerwa, zajrzałam bowiem na FB i poczułam wyrzut sumienia, że tak długo nie opowiadałam, co się dzieje na moich drutach. Opowiem więc, choć zdjęć nie będzie – postanowiłam bowiem, że każdy skończony projekt będzie miał osobny wpis z opisem wykonania, namiarami na włóczkę i tam te zdjęcia będę hurtem wrzucać, o. To tak w ramach porządkowania sobie życia.

A dzieje się sporo. Po pierwsze, rozprawiłam się wreszcie z Partyzantką! Choć już traciłam nadzieję, bo z Mammuta można tylko improwizować, a ja dzieję przecież dopiero od sierpnia. A jednak się udało, zrobiłam dwa prostokąty całkowicie na oko, zszyłam, dorobiłam golf i wyszło ponczo, które lubię nazywać ucieleśnieniem wyobrażeń ludzkości na temat ręcznego dziania. Włóczka o tak zmiennej grubości, przerabiana na dziesiątkach, daje efekt cudnie krzywy, nieforemny; żałuję tylko, że to akryl, bo gdyby to ponczo grzało chociaż trochę, to byłby to mój ulubiony ze wszystkich moich wyrobów.

Mniej więcej w tym samym czasie, bo podczas tego samego wypadu do domu, skończyłam torebkę! Być może pamiętacie (a jak nie pamiętacie, to zjedźcie w dół strony gwoli przypomnienia), że zamawiałam w swoim czasie drewniane uchwyty i włóczkę z lnem w naturalnym kolorze. Więc włóczki przerobiłam nieco ponad motek według japońskiej instrukcji, a obrobione papierem ściernym uchwyty zostawiłam tacie z poleceniem potraktowania ich ciemnobrązową bejcą do drewna. Niestety, tata jest na lakiery i bejce uczulony, więc dał radę pomalować tylko jedną warstwą, a potrzeba tych warstw co najmniej trzy dla porządnego efektu, więc pewnie będę musiała je skończyć sama w święta – chyba, że mnie tata zaskoczy bohaterstwem i będę mogła zszyć wszystkie części już przy następnej wizycie w domu. Tak czy inaczej, nie mogę się doczekać, bo zapowiada się bardzo ładna i funkcjonalna torebka, na pewno będę się nią jeszcze chwalić.

W tym tygodniu z kolei, z okazji jakiegoś czegoś, co pochłania kawałek po kawałku moje Bogu ducha winne płuca, miałam dla siebie czasu aż za wiele, wzięłam się więc za dłuuugo odkładaną zieloną sukienkę. I, ku mojemu zaskoczeniu, w zasadzie w dwa dni wydziergałam większość przodu, został mi jeszcze tylko jeden skos, rękaw i ten efektowny warkocz wokół dekoltu. Do jutrzejszego wieczora powinnam się z nią ostatecznie rozprawić, co niesamowicie mnie zdumiewa, więc jeśli będzie na kogoś pasować, to fotki pojawią się bardzo niedługo.

W międzyczasie odwiedziłam moją rodzinę na dzikim zachodzie i jedna z ciotek, widząc, jak dziergam torebkę, wygrzebała ze swojej przepastnej szafy dwa wory włóczki, jakiej już się w Polsce, zdominowanej przez skrzypiący akryl, nie produkuje: liliową anilanową buklę i białą cieniutką wełnę. Z jednego i z drugiego powstaną cieplutkie proste sweterki, ale na razie chodzę koło tych worków i marzę sobie, co by tu z ich zawartości stworzyć…

Jeśli chodzi o zamówienia, to pokazywany ostatnio szalik wylądował w pudle, a ja zabrałam się za gwiazdkowe życzenia kobiet z rodziny Przemka. Przy tej okazji pozwoliłam sobie na fristajl na pięciu drutach (tak!), bowiem Ada zażyczyła sobie czapkę-dredziarę w kolorze głębokiego niebieskiego, wybrałam więc dla niej szafirowe Merino. Muszę przyznać, że nie doceniałam tej włóczki; jej mocny splot sprawia, że gotowy wyrób aż się mieni, nie trzeba się bawić w wyrafinowane wzory, bo dżersej wygląda bardzo efektownie. Jestem też w połowie szalika, wymyśliłam, że będzie dwustronnie haftowany, przez co na szerokość muszę dziergać 60 zamiast 30 oczek; jestem dopiero w połowie wysokości i musiałam na chwilę odłożyć, bo mnie te prawe-lewe doprowadzały do marazmu. A dlaczego haftowany? Bo będą czarne gwiazdki, ale to już pokażę na zdjęciach, bo ciągle próbuję technik haftu na dzianinie i szukam najlepszego efektu.

Poza tym wczoraj, po pewnych wahaniach, wybrałam wreszcie włóczkę na chustę dla mamy Przemka; odważnie sięgnęłam po Danubio Katii, delikatnie włochate, z dużą ilością wełny, więc cieplutkie, niesamowicie milutkie. Ale za ten projekt chwycę się pewnie gdzieś w połowie tygodnia dopiero.

Była też dzisiaj u mnie Klaudia i dałam jej do przejrzenia gazetkę, z której dziergam kieckę; mam więc dwa następne swetrowe zamówienie, a że jeszcze na nikogo nie dziergałam ciuchów, to na Klaudii będę eksperymentować, bo ona taka malutka i wszystkie wzory trzeba będzie przerabiać.

Ha, i teraz się okaże, kto zagląda tylko po fotki, a kto jest w stanie przebrnąć przez sam tekst! Ale no worriez, foty będą. Jak tylko odzyskam mój sprzęt…

2 thoughts on “Przeszły miesiąc

  1. Fristajlowanie na pięciu drutach oznacza, że dasz radę zrobić rękawiczki z palcami? ;>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s